Dzień, który przeżyłem
Zbiórka przy hali, zegar tykał uparcie,
jedenasta czterdzieści pięć – już tuż, już prawie!
Stanąłem z bagażem pełnym ciekawości,
ruszyliśmy, by przeżyć dzień pełen radości.
Lublin nas przywitał, park trampolin czekał,
ja w „Strefie Wysokich Lotów” rzuciłem się w skoki,
wzbijałem się w górę, by łapać oddechy,
na chwilę wolny, bez trosk i bez strachu.
Po harcach, zmęczony, obiad smakował wybornie,
choć sił brakowało, radość ciągnęła mnie dalej.
Wieczorem opera – coś, czego nie znałem,
a jednak w jej blasku nową miłość odnalazłem.
Na scenie „Phantom”, historia, co płynie,
przeszyła mnie mocą – zmieniła coś we mnie.
Choć dawniej sztuka była mi obca,
dziś wiem, że serce na dźwięk jej oddaję.
Wróciłem ok dwudziestej drugiej , lecz myśli wciąż tam,
w dniu, który przeżyłem, co w sercu wciąż mam.
To dzień pełen magii, śmiechu i wzruszeń,
który na zawsze w pamięci zachowam i duszy.
