Zakazana Miłość
Szary człowiek, w tłumie znikający,
Zakochał się w kobiecie, o dwie dekady starszej, dojrzalszej,
Ona – urzędniczka, pełna powagi i godności,
On – zwykły człowiek, zagubiony w jej spojrzeniu, jak we mgle codzienności.
Każdego dnia, w urzędzie, gdzieś na korytarzu,
Spotykali się w formalnym dystansie, bez uśmiechu, w masce chłodu.
Ale jego serce biło mocniej, przyciągał go jej urok,
Był zakochany, choć wiedział, że los szydzi z niego, jak z przypadkowego gościa w jej progu.
Ona miała już kogoś, partnera swojego wieku,
Choć bez ślubu, żyli razem, tak po prostu, w swym cichym azylu.
On marzył o niej, nocami snuł fantazje o wspólnym byciu,
Choć wiedział, że jej serce już zajęte, w innym tkwiło ukryciu.
W końcu zebrał odwagę, by wyznać swe uczucia,
W nadziei, że może los się uśmiechnie, że dostrzeże w nim coś więcej.
Lecz ona, z uśmiechem delikatnym, pełnym współczucia,
Powiedziała mu cicho, że mogłaby być jego matką, choć dziękuje za wszystkie słowa ośmielające.
"Dziękuję ci za komplementy, lecz to wszystko między nami
To tylko chwilowe spotkania, gdzie na 'pan' i 'pani' wciąż gramy."
Szary człowiek zamilkł, rozczarowany i smutny,
Ale nadal myśli o niej czasami, tęskni za bliskością, której już nie doświadczył – choć był taki kruchy.
Wiedział, że szanse są nikłe, prawie żadne,
Lecz nadzieja, choć ledwo tląca się, wciąż go nie opuszczała.
Marzył, że może kiedyś ich drogi się przetną,
Choć los im nie sprzyjał, a miłość ta, była jak ciepły sen w chłodnym świecie, bez prawa istnienia.
